W ostatnim tygodniu kuchnia Wietnamu była niekwestionowaną bohaterką internetu. Wszystko za sprawą wspólnego BUN CHA Prezydenta USA Baracka Obamy i znawcy kuchni wietnamskiej, ambasadora ciętego żartu i dobrego jedzenia – Tony’ego Bourdaina.
Postanowiliśmy iść za ciosem i zapraszamy na naszą fotorelację z wietnamskich ulic i lokalnych bazarów.


Ceniący smak, różnorodność i świeżość Wietnamczycy musieli zacząć stołować się w ulicznych jadłodajniach.


Garkuchnie wyspecjalizowane często są w jednej potrawie robionej od lat.


Jedzenie dostępne jest na każdym rogu i na każdym kroku….


Na ramieniu


i na głowie….

Stacjonarnie…




I mobilnie…


Wietnamskie ulice to niekwestionowany raj dla miłośników street foodu 🙂



O każdej porze dnia i nocy znajdziemy coś do jedzenia.
Poranek to najlepsza pora na Pho i na świeży makaron… W Wietnamie najczęściej je się świeży, niesuszony makaron, który w ciągu dnia zaczyna zwyczajnie kwaśnieć…

Na szybki lunch poleca się bagietka z jajkiem i ryżowe piwo 333 🙂

Po zmroku dobrze jest zjeść coś rozgrzewającego….


A po czym można poznać dobre miejsce w Wietnamie? Po dużej ilości skuterów przed wejściem. Kolejnym krokiem jest szybka inspekcja jakości pojazdów – im lepsze, im bardziej błyszczące, odpicowane i dopieszczone, tym wyższe ceny w lokalu 🙂

Nie lada wydarzeniem kulinarnym jest oczywiście też wizyta na lokalnym bazarze. Gdzie czasem za możliwość robienia zdjęć trzeba odpracować swoje na straganie 😉

Tu mały bazar pod Dalat…







I nieco większy w Hanoi…




Na koniec chcemy obalić jeden mit. Jak wiecie Wietnamczycy, podobnie jak i mieszkańcy sąsiednich krajów jedzą psie mięso. Jednak nieprawdą jest, że znajdziecie je przypadkiem w sajgonkach czy innych ulicznych przysmakach. Mięso to jest drogie i trzeba się nieco wysilić żeby je znaleźć, a i sami Wietnamczycy nie jadają go na co dzień. Są ludźmi przesądnymi i wierzą, że potrawy z psiego mięsa spożyte w odpowiednim momencie (tj. pod koniec cyklu księżyca) mogą przynieść szczęście. Wtedy też należy go szukać na ulicach – wiele restauracji specjalizujących się w „psim specjale” otwiera się tylko w tym czasie.
Nam udało się znaleźć psie mięso na bazarze pod Dalat. Według lokalnego przewodnika to była kiełbasa z psiny…

Zdecydowanie wolimy jednak psy biegające niż leżące na kanapce – więc skończyło się tylko na zdjęciu…

Uwielbiam azjatyckie bazary. I uwielbiam poznawać nowe lokalne smaki. Ogólnie jestem pod coraz większym wrażeniem wietnamskiego jedzenia. Poezja smaków.
Ale psininy chyba też bym nie spróbowała.
Wietnam to idealne miejsce na turystykę spożywczą 🙂 polecamy bardzo 🙂